Menu

NADZIN

Sztokholmski blog polskojęzyczny. Copyright by Jacek Nadzin

Pierwszy rejs

ture1938

M/S PEKIN

To był nasz pierwszy rejs i byliśmy, w gruncie rzeczy bardzo szczęśliwi. Zycie, jak to się mówi, stało przed nami otworem. Sam sailing , czyli rozkład jazdy statku, imponował. Porty ! Hamburg, Antwerpia, Rotterdam. Tam mieliśmy ładować. Potem płynęliśmy naokoło Afryki /kanał Suezki był zamknięty/ i były Penang, Singapur, Hongkong, Shanghai, Czongdzin w Korei Północnej,  i na końcu porty Japońskie. Trzeba pamiętać że były to lata gdy z Polski mało się podróżowało, jeździli ludzie służbowo albo do Bułgarii. Zachód bardzo imponował.

Na statku dzień nasz wyglądał tak że pracowalśmy 4 godziny i 4 godziny trwały wykłady. Prowadził je inż Bojarzyniec, nasz Kierownik Praktyk.



Nikt już prawie nie pamięta że Polskie Linie Oceanicznorem eksploatującym statki były ostatnim armatorem eksploatjącym statki na linii północnoamerykańskiej. Teraz do USA można tylko samolotem! Ale za moich czasów Batory był flagowym statkiem gdyńskiego armatora. Ostatnie tego statku rejsy to chyba  80-te lata, koniec,wycieczki na Karaiby.

Pamiętnika ciąg dalszy...

ture1938

Dziękuję za pierwszy komentarz. Bądę starał się. Oczywiście wielu rzeczy już nie pamiętam, ale myślę że warto pisać bo teraz tyle głupstw mówi się o życiu w PRL. 

Tak więc latem 1968 roku, gdy przypłynęliśmy do pierwszego "obcego " portu, Hamburga, zastaliśmy to miasto tak różne od polskich miast. Nota bene, gdy płynęliśmy Elbą grano Mazurka Dąbrowskiego, jest taki zwyczaj witania statków w tym porcie. Hamburg jest i był ogromnym portem, w latach 60 i 70 tych była tam tak zwana "polska" keja, gdzie zawsze ładował, czy wyładowywał jakiś polski statek, przeważnie Polskich Linii Oceanicznych. Same miasto nosiło jeszcze ślady wojny,było parę pustych placy,po wyburzonych domach. Ale największym szokiem dla nas, młodych chłopaków, była oczywiście dzielnica rozpusty, Sankt Pauli. Wychowani dość purytańsko w domach i w Polsce byliśmy oczywiście zaszokowani pięknymi paniami stojącymi w oknach i dostępnymi po uiszczeniu opłaty......



Panorama miasta /Hamburg/

M/S "PEKIN"

ture1938

Nasz statek "PEKIN" był kilkuletnim , zbudowanym w Polsce w 1960 roku w Gdańsku drobnicowcem uniwersalnym. Znaczyło to że przewoził w praktyce wszystko. O kontenerach jeszcze nikomu się nie śniło. Miał około 160 metrów długości i wyporność 10 000 ton. Z tego pochodziła nazwa dziesięciotysięcznik. Polska Ludowa była bardzo dumna ze swoich statków wtedy i budowa tych dziesiąciotysięczników była często opisywana przez prasę. "Pekin" miał także kabiny dla 12 pasażerów. W naszym rejsie pasażerami byli : kierownik praktyk inż. Bojarzyniec i żona Kapitana Lipskiego, która była nota bene Holenderką. Załoga statku była liczna, razem z nami praktykantami około 50 osób. Prowiant na rejs zabieraliśmy w całości z Gdyni , było to spowodowane oszczędnościami dewizowymi. Z Polski braliśmy nawet jajka , po pół roku były one oczywiście pachnące. Bunkrowaliśmy także kilkaset kartonów piwa "Zywiec", delikatesu statkowego, mocniejszy alkohol był teoretycznie zakazany.....

Naszym pierwszym portem był Hamburg. A oto zdjęcie kanału w starym porcie. portu tu już nie ma, są luksusowe mieszkania. Do Hamburga Płynęliśmy Kanałem Kilońskim.


Przed rejsem

ture1938

Gdy dowiedziałem się że "idę" na "PEKIN"-a bardzo mnie to oczywiście oszołomiło, byłem porażony i przestraszony. Rejs miał trwać całe 6 miesięcy, co w tym wieku uważałem za wieczność. Ale przyszedł dzień zamustrowania na statek i pamiętam tylko że Ojciec odprowadził mnie do bramy portowej i tam pożegnaliśmy się. Na statku było nas, elektryków - praktykantów, no właśnie, ilu? Postaram się teraz przypomnieć ich nazwiska : Andrzej Karasiewicz/ Dziubuś/, Andrzej Tyc /niestety już nieżyjący/, Rysiek Kruszewski /też zmarł, tragicznie/, Janusz Grzyb, Jacek Kolwas, /Major/, Wojtek Kuźniak......to tylu na razie, których pomnę.

Mieszkaliśmy w kabinach dwuosobowych na pokładzie załogowym i w kabinach na rufie, koło maszyny sterowej. Kabiny na rufie nie były klimatyzowane i były bardzo hałaśliwe.....

Zdjęcie pokazuje Dworzec Morski w Gdyni, tak jak wyglądał w latach 30- tych ale także w latach 70- tych . Odpływał stamtąd "Batory". Nieopodal, z nabrzeża, chyba polskiego odpływaliśmy my na "Pekinie". Pierwszym portem był HAMBURG...

 A oto logo Polskich Linii Oceanicznych w Gdyni, armatora już nieistniejącego. Kiedyś potentata na rynku żeglugowym. Armatora zawiadującego "Pekinem".

Oczywiście byliśmy bardzo młodzi, mieliśmy po 20 lat, i bardzo naiwni. Także w jakiś sposób rozpuszczeni przez warunki w PRL. Uważaliśmy że należy nam się praca, pozycja oficera marynarki handlowej po ukończeniu SM itd. Pojęcia o bezrobociu tak ściśle związanego z zawodem marynarski wogóle nie rozumieliśmy.Teraz ad 2012 inaczej na to patrzę.



Wsponienia z morza i nie tylko...

ture1938

Postanowiłem pisać tutaj. Dlaczego? Bo nie wierzę w książki papierowe, po 10 latach pracy w bibliotece wiem że nikt już prawie nie czyta, może się mylę? A więc to było tak, bardzo już dawno temu byłem ..marynarzem.

Mój pierwszy statek. m/s "Pekin", na którym odbywałem praktykę, jako student PSM. Lata już prehistoryczne 1968, ale może moje wspomnienia kogoś zaciekawią? Lepiej tak pisać, chyba, niż o szuflady.

Praktyka w Szkole Morskiej to była jedna niewiadoma. Można było dostać się na ciekawy rejs i statek ale można także było dostać się na np tankowiec co już takie fajne nie było bo i portów mało, czasem tylko jeden a i są one bardzo oddalone od miast. Czyli miałem szczęśce bo mój Pekin płynął na Daleki Wschód a i portów było mnóstwo.....cdn.

© NADZIN
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci