Menu

NADZIN

SZTOKHOLMSKI BLOG POLSKOJEZYCZNY

Do widzenia i dziękuję za wszystko.

ture1938

Mój blog NADZIN.blox.pl niestety zakończony!

Mogę Wam tylko powiedzieć że nie była to łatwa, ale chyba konieczna decyzja. Lepiej późno niż wcale.

Dostępne oczywiście są "stare wpisy". 

Proszę o poświęcenie im uwagi.....choć troche.....!

 Dziekuje.

Jacek Nadzin

Sztokholm, 2016.

 photo.jpg (120×120)

      Prowadziłem blog przez 5 lat bez mała starając się przeciwstawić fali rasizmu i antysemityzmu wśród nowej polskiej emigracji w Sztokholmie i w Szwecji. Niestety nie doświadczyłem żadnego poparcia ani od organizacji polonijnych ani od tutejszej "prasy polonijnej" ani wogóle żadnego zrozumienia. Natomiast spotkały mnie "przyjemności" bo zostałem obdarzony epitetami jak "menda, donosiciel, dziecko stalinizmu". Także mój nie żyjący od prawie pół wieku już Ojciec, zasłużony żołnierz WP, został zmieszany z błotem przez anonimowych uczestników tak zwanych forumowiczów.

Patrz komentarze na Polonia info.se forum.

 

 

Pan Kajetan Kazimierczak, patronujący nazistom i antysemitom z portalu poloniainfo.se groził mi nawet ...procesem sądowym.Procesem ?

Sztokholmska "Nowa Gazeta Polska" odbarzyła mnie tytułem "menela".....

PanTadeusz Nowakowski uważa że krytyka rasizmu to objaw mojej nieuleczalniej choroby.

Na razie starczy.!

Ponieważ w najbliższym czasie planuje dłuższą podróż, może będę pisał jej dziennik?

Zapraszam także na nowy blog: 

 

GOJAWICZYNSKA.BLOX.PL

215520940_1024.jpg (785×700)

 

 

 

 

Dalsza "akcja antysemicka" poloniinfo.se - Sztokholm.

ture1938

Dzień powszedni portalu polonijnego!

 

Autor Do czego potrzebna jest PO
Aby sorell


Wpisów: 10717
Od: 2010-04-16
2016-01-03 18:38 -
i jak sie zachowa wobec takiej postawy partii opozycyjnej PiS? To bedzie najlepszy sprawdzian kadencji. Bo wbrew temu co twierdzi mitoman Schetyna wyludzenie takiej sumy zamknie nam mozliwosc rozwoju na kilka dekad. t
https://scontent.xx.fbcdn. net/hphotos-xfp1/v/t1.0-9/12299230_922068 501213344_6790435371680427639_n.jpg?oh=37 26f78d52e271b717234f20e449aa94&oe=570AF97 3
  Profil uzytkownika: Aby sorell     
kawaler


Wpisów: 4691
Od: 2008-10-01
2016-01-07 21:11
ten postulat pozostanie w swiecie marzen Schetyny, moze chcial sie podlizac lobby zydowskiemu,
no chyba ze w okolicach Lublina zaczna wydobywac tysiace ton bursztynu,
albo jak Polska stanie sie eksporterem gazu,

szczególnie teraz gdy polacy dowiedzieli sie ze reforma 500+ na dziecko kosztuje 20 miljardów, takie liczby sa abstrakcyjne ale teraz zostaly skonkretyzowane,
  Profil uzytkownika: kawaler     
Badboy


Wpisów: 16995
Od: 2004-06-10
2016-01-08 13:34
a co ta ze złotym pociągiem, juz podzielilisie łupy, czy znowu Zydzi wam cos zabrali?
  Profil uzytkownika: Badboy     
Forum -> Polityka w Szwecji -> Do czego potrzebna jest PO
Pokaż wpisy

0
 


o

Odsniezanie dachow! (Stockholm)
Frisör -- Salong (0722740084)
Majster / Arbetsledare (Malmö)
Murarz/tynkarz -- wykonczenia od zaraz. (Helsingborg)
Dwoch stolarzy (Huddinge )
Sprzatanie - na umowe (Sztokholm)
Dam prace (Stockholm )
wykonczenia wnetrz,plytkarz (helsinborg)
Więcej





How far may be an old town from the city centre? Especially in the small city in the north of Sweden? That cannot be more than half an hour of walking I thought, so we just quickly had a look into Google Maps before leaving Luleå city centre. I should have also looked at the distance in the map, but I could have really never imagined how long such a distance may be! After one hour of walking, our path along the street suddenly ended and according to the map we were only in the middle of the way. We could either come back to the city centre or try to go through the snow on the roadside...
 
Jak daleko może być ze starówki do centrum miasta? Zwłaszcza w niewielkim mieście na północy Szwecji? To nie może być przecież więcej niż pół godziny spaceru - pomyślałam, więc tylko szybko zerknęłam na Google Maps, zanim opuściliśmy centrum Luleå. Powinnam była też popatrzeć na odległość na mapie, ale jakoś nie przyszło mi do głowy, jak długi dystans to może być! Po godzinie marszu, nasza dróżka wzdłuż ulicy nagle się skończyła, a według mapy byliśmy dopiero w połowie drogi. Mogliśmy albo wrócić do centrum miasta albo próbować przedzierać się przez śnieg na poboczu ulicy...

Definitely I couldn't say that the walk to Gammelstad - the Luleå's Old Town - was a boring experience ;). Instead of planned half an hour it took us around 2 hours - sometimes through the wide paths, sometimes through the snow on the roadside. Uncomfortable shoes and temperature dropping down didn't make all the way easier, but hey, after some time these are the things which you remind with a laughter, right? ;) We reached the Old Town just a few minutes before 3 PM, although the last distance we were almost running, trying to get there at time...
 
Zdecydowanie nie mogłabym powiedzieć, że spacer do Gammelstad - Starego Miasta Luleå - był nudnym doświadczeniem ;). Zamiast planowanej pół godziny, zajął nam ok. 2 godzin - czasem szerokimi ścieżkami, czasem przez śnieg na poboczu drogi. Obcierające buty i szybko spadająca temperatura powietrza nie ułatwiała zadania, ale hej, po jakimś czasie do takich wspomnień wraca się ze śmiechem, prawda? ;) Dotarliśmy do Starego Miasta na kilka minut przed 15, chociaż ostatni odcinek niemal przebiegliśmy, próbując dotrzeć na czas...

The beginning of Gammelstad may be dated back to the first half of the 14th century, when there was no strict border between Sweden and Russia in the North. To protect the area of Norbotten and to guarantee it to be a part of Sweden, it was necessary to build there a town. In medieval times where the town was, there was also a church. And that's how it all started. The old documents mention the first church services in Luleå in 1339 (in the first, wooden church). Following the leaflet received in Gammelstad: "Church, taxation and Swedish legislation were used to incorporate what is today Norbotten into the Swedish state.
 
Początki Gammelstad sięgają wstecz pierwszej połowy XIV wieku, kiedy nie było jasno wytyczonej graniczy na północy pomiędzy Szwecją a Rosją. By bronić obszaru Norbotten i by utrzymać to terytorium jako szwedzkie, należało wybudować tam miasto. W czasach średniowiecznych tam, gdzie było miasto, był też i kościół. I tak to się wszystko zaczęło. Stare dokumenty wspominają o pierwszych ceremoniach kościelnych w Luleå już w 1339 roku (w pierwszym, drewnianym kościele). Cytując ulotkę otrzymaną w Gammelstad: "Kościół, podatki oraz szwedzkie prawodawstwo posłużyły do wcielenia do Szwecji obszaru znanego dzisiaj jako Norbotten."

The church (Nederluleå kyrka) itself is really impressive. It was built in the 15th century (inaugurated by the Archbishop of Uppsala in 1492) and nowadays it is the biggest medieval church in the north of Sweden. The walls of the church clearly suggest that one of its main roles was to be a defensive building, which is not surprising taking into account the unclear situation with Swedish-Russian borders. However, according to our guide, luckily Nederluleå kyrka has never needed to be used for protection.
 
Sam kościół (Nederluleå kyrka) robi niemałe wrażenie. Wybudowano go w XV wieku (w 1492 roku oficjalnie otworzył go arcybiskup Uppsali) i jest współcześnie największym średniowiecznym kościołem na północy Szwecji. Jego ściany jasno wskazują, że jedną z jego głównych ról była obrona, co nie zaskakuje, biorąc pod uwagę niejasną sytuację dotyczącą szwedzko-rosyjskich granic. Jednakże według naszej przewodniczki, Nederluleå kyrka szczęśliwie nigdy nie musiał zostać użyty w celach defensywnych. 

Naturally the most noticeable part of the church is the beautiful altar, presenting the scene of Passion of Christ. It was created in the beginning of the 16th century in Antwerp.
The church is not really big, visiting it doesn't take too much time. As the guide noticed - maybe in comparison to other European medieval churches Nederluleå kyrka looks like a small building, but taking into account the weather conditions in Luleå, building such a church must have been a big deal anyway...
 
Naturalnie najbardziej widoczną częścią kościoła jest piękny ołtarz, przedstawiający scenę Męki Pańskiej. Stworzono go na początku XVI wieku w Antwerpii.
Kościół nie jest bardzo duży, zwiedzanie nie zajmuje wiele czasu. Jak zauważyła przewodniczka - może w porównaniu do europejskich średniowiecznych kościołów, Nederluleå kyrka wygląda na niewielki budyneczek, jednak biorąc pod uwagę warunki geograficzne i pogodowe w Luleå, budowa nawet takiego kościoła musiała stanowić nie lada wyzwanie...
The people were going to the church often for longer distances, so it was necessary for them to stay somewhere overnight. That's how the idea of the town appeared somehow in the 16th century. The small villages and town created around the church are so called "church towns" - originally there were 71 in Sweden, nowadays there are only 16 left. The one in Luleå is the biggest one (408 cottages) and also the best preserved.
 
Ludzie jeździli do kościoła często z bardzo daleka, więc potrzebowali miejsca, gdzie mogliby zatrzymać się na noc. Tak powstała idea wybudowania miasteczka - jakoś w XVI wieku. Niewielkie wioski lub miasteczka stworzone wokół kościołów otrzymały nazwę "miast-kościołów" - początkowo było ich w Szwecji 71, obecnie zostało tylko 16. To w Luleå jest największym (408 domków) i najlepiej zachowanym.

What's interesting, people were not living in these cottages all year long, but they were arriving there only during church ceremonies, markets and other big events. And the tradition hasn't died with the time passing by. The cottages are the private property, often belonging to the descendents of the first owners. These people meet in Gammelstad during so called ''church weekend'' (around 3-4 times a year) and only then they are allowed to stay in their own houses ;). Staying there longer could accelerate the process of devastation. Continuing this tradition after so many years was one of the main reasons why Luleå Church Town was added to UNESCO World Heritage List in December 1996.
 
Co ciekawe, w domkach nie mieszkano przez cały rok, przyjeżdżano tam jedynie podczas kościelnych uroczystości, jarmarków oraz innych większych wydarzeń. I tradycja nie umarła z czasem. Domki są własnością prywatną, często należą do potomków pierwotnych właścicieli. Ludzie ci spotykają się w Gammelstad podczas tak zwanych "kościelnych weekendów" (ok. 3-4 razy w roku) i  tylko wtedy wolno im zatrzymywać się w ich własnych domkach ;). Pomieszkiwanie tam dłużej mogłoby tylko przyspieszyć proces niszczenia. Kontynuowanie tradycji po tylu latach stanowiło jeden z głównych powodów, dla których "miasto-kościół" Luleå zostało wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO w grudniu 1996 r.

I personally recommend visiting Gammelstad with a guide as this way you may get to know a lot of interesting facts. As I was there in December, I took the opportunity to enjoy the special winter tour. The guided lantern walk takes places a few times a month in December and January at 3 PM. The tickets cost 120 SEK and they may be bought in the Visitor Centre, it's not necessary to book the ticket in advance. And trust me, walking with the lanterns among these small beautiful cottages is an amazing experience. Just wear warm clothes... really warm clothes (they say right now in Luleå is -30... thanks God December was warmer).
 
Osobiście polecam odwiedzenie Gammelstad z przewodnikiem, gdyż w ten sposób można poznać wiele ciekawostek. Jako że byłam tam w grudniu, skorzystałam z okazji wybrania się na specjalną zimową trasę. Spacer z latarniami odbywa się kilka razy w miesiącu, w grudniu i styczniu, o 15. Bilety kosztują 120 koron (56 zł) i można je kupić w Visitor Centre, nie trzeba wcześniej rezerwować. I zaufajcie mi, spacer z latarniami pośród tych małych domków to niesamowite doświadczenie. Tylko załóżcie ciepłe ubrania... bardzo ciepłe ubrania (prognoza pokazuje, że teraz w Luleå jest -30 stopni... dzięki Bogu, grudzień był cieplejszy).

With the guide we were not only walking around the Church Town, but we also entered the church and one of the cottages. It was more than necessary as we could warm up there - the tickets included also the standard Swedish Christmas set: glögg and pepparkakor :).
 
Z przewodniczką nie tylko pospacerowaliśmy po miasteczku, ale weszliśmy też do kościoła i do jednego z domków. Było to już bardzo potrzebne, bo mogliśmy się tam rozgrzać - bilet obejmował też standardowy szwedzki pakiet świąteczny - glögg i pepparkakor :).

The tour lasted around 1 hour and was all in Swedish and English. When it finished, I wanted to take a look into the Christmas market in the old town, but I wasn't lucky... The market closed at 4 PM and although we arrived there only 5 minutes later, we could see only the empty stalls and maybe a few persons packing the rest of their stuff to the cars... Swedes are definitely too punctual :P.
 
Trasa trwała ok. godziny i całość była zarówno po szwedzku, jak i po angielsku. Kiedy się skończyła, chciałam jeszcze zajrzeć do jarmarku świątecznego na starówce, ale nie miałam szczęścia... Jarmark zamykano o 16 i chociaż dotarliśmy tam zaledwie 5 po, zobaczyliśmy już tylko puste stragany i może tylko kilka osób, szybko pakujących resztki rzeczy do samochodów... Szwedzi są zdecydowanie aż za punktualni :P.

Not only Christmas market closed at 4 PM. Actually after this magic hour that was simply nothing to do there. All the restaurants, caffeterias, every small place where we could have stayed and warmed up - closed their door at 4 PM. Sightseeing in Sweden during weekends is sometimes a hard thing...
 
Nie tylko jarmark świąteczny zamknął się o 16. Właściwie to po tej magicznej godzinie, nie było tam już nic do roboty. Wszystkie restauracje, kawiarnie, każde miejsce, gdzie można byłoby się zatrzymać i rozgrzać - wszystko to zamknęło swoje drzwi o 16. Zwiedzanie Szwecji w weekendy to czasem ciężka sprawa...

As the tour was over and we couldn't do anything more there, we decided to come back to the main city of Luleå. This time by bus, we didn't want to take such a walk again... The bus ticket cost 25 SEK and the whole tour took like 40 minutes - that made me realise how much we actually had walked before. In the city centre we could enjoy the Christmas decorations and take some hot drinks and it was the time to start thinking to take a flight back to Stockholm.
 
Jako że trasa dobiegła końca, a my nie mieliśmy tam już nic do roboty, zdecydowaliśmy się wrócić do centrum Luleå. Tym razem już autobusem, nie mieliśmy jakoś ochoty na powtórny spacer... Bilet autobusowy kosztuje 25 koron (11,75 zł), a cała podróż trwa ok. 40 minut - jadąc zdałam sobie sprawę, ile my właściwie przeszliśmy. W centrum miasta mogliśmy nacieszyć oczy dekoracjami świątecznymi i wypić coś ciepłego, aż nadszedł w końcu czas, by pomyśleć o dotarciu na lotnisko na lot powrotny do Sztokholmu.

At home I tried to check at the map of our "let's take a walk, it's not that far away" tour. From Luleå airport to Gammelstad it's like 17 kilometres. I guess I need somebody by my side better than me in reading maps and planning ;).
 
W domu zerknęłam sobie na mapę, by przyjrzeć się naszej "pójdźmy piechotą, to nie tak daleko" trasie. Z lotniska w Luleå do Gammelstad jest około 17 kilometrów. Chyba potrzebuję kogoś u boku, kto się zna nieco lepiej na mapach i planowaniu niż ja ;).
 

" href="http://direction-sweden.blogspot.com/2016/01/lantern-walk-around-unesco-old-town.html" target="_blank">Lantern walk around UNESCO Old Town // Spacer z latarniami po starym mieście UNESCO
Direction: Sweden!
Oprócz tego, że piszę o Szwecji, staram się też jak najwięcej o Szwecji czytać. A niedawno miałam ku temu całkiem sporo okazji, bo kolejno wpadały mi w ręce różne książki poświęcone Szwedom, Szwecji czy Północy w ogóle: Szwedzi. Ciepło na Północy Katarzyny Molędy, Na Północ. Szwecja znana i nieznana Macieja Zborowskiego i Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych Michaela Bootha. Przyznaję, że czułam nie lada presję - wielu z Was podrzucało mi informacje o tych publikacjach i dopytywało o moje zdanie na ich temat. Wreszcie udało mi się nawet w skrócie spisać moje wrażenia. Wszystkie trzy pochłaniałam z wielkim zainteresowaniem, wszystkie trzy bardzo mi się podobały i mogę Wam je polecić, choć każda z nich ma zupełnie inny charakter.

Katarzyna Molęda Szwedzi. Ciepło na Północy. Wydawnictwo Czarna Owca (2015)
 



Książkę Katarzyny Molędy "połknęłam" w jeden wieczór (no, jeszcze może kawałeczek następnego dnia, kiedy doczytywałam ostatnie rozdziały w tramwaju). Czytało się wartko, podczas lektury czułam się, jakbym miała do czynienia ze spisanymi wspomnieniami dobrej koleżanki - lekki ton narracji, potoczysty język, tak bliski mówionemu, sprawił, że od razu jakoś bliżej było mi do autorki.  Bardzo spodobała mi się też przejrzysta struktura książki (przykładowe tytuły rozdziałów: Gender na wolności, (Nie)Równość po szwedzku, Szwedzkie grzechy czy Kocha lubi szanuje). Nie raz uśmiechałam się pod nosem, znajdując fragmenty opisujące zjawiska, którymi sama emocjonowałam się na blogu, jak chociażby kwestie pralni i pralnianych konfliktów, sobotnie słodycze, stosunek do rodziny królewskiej czy wreszcie moje ukochane nowe słowa, zbierane co roku w całkiem obszerną listę. Uśmiechałam się też, bo przekaz płynący z książki Katarzyny Molędy jest przecież bardzo blisko mojemu pomysłowi na blogowanie. Nie mogłam się jednak oprzeć się wrażeniu, że Szwecja w oczach autorki jest może nieco... zbyt idealna?
Maciej Zborowski Na Północ. Szwecja znana i nieznana. Wydawnictwo Bezdroża (2015)
 

Na Północ. Szwecja znana i nieznana Macieja Zborowskiego otrzymałam jako nagrodę w konkursie organizowanym przez Ambasadę Szwecji. Książka spodobała mi się jako przewodnik po miejscach nietypowych. Sami przyznajcie, czy Las Trolli, James Bond ze szwedzkich lasów, hotel dla zakwasu chlebowego w Sztokholmie (to jednocześnie tytuły niektórych rozdziałów) nie brzmią frapująco? Szkoda tylko, że autor opisuje miejsca w większości z okolic Kalmaru, Karlskrony czy Malmö - po takim tytule książki liczyłam na trochę więcej ciekawostek z bardziej odległych regionów. Chociaż może dzięki temu szansa na odwiedzenie większości z nich jest większa? W książce znajdują się też inne części, poświęcone ciekawym postaciom, zdarzeniom czy zjawiskom kulturowym (moim ulubionym fragmentem jest ten o zapachu Szwecji), ale akurat ta poświęcona miejscom jest dla mnie strzałem w dziesiątkę. Lektura obowiązkowa dla nieco zwariowanych podróżników (którzy nie baliby się na przykład muzeum wieszaków),  łowców ciekawostek i wiedzy trochę bezużytecznej, którą za to można błysnąć w towarzystwie!
Michael Booth Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych (tłum. Barbara Gutowska-Nowak) Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego (2015)
Ostatni tytuł różni się od dwóch pozostałych - po pierwsze, traktuje o krajach skandynawskich (prawdę mówiąc, nordyckich, bo oprócz Danii, Norwegii i Szwecji przeczytacie tu o Islandii i Finlandii), po drugie, autor jest Brytyjczykiem i pisze ze swojego brytyjskiego punktu widzenia (co absolutnie w niczym nie przeszkadza, tylko sprawia, że porównania mają oczywiście inny punkt odniesienia). Książce trzeba wprawdzie poświęcić trochę więcej czasu, bo lektura wymaga więcej skupienia, ale jednocześnie ta pozycja podobała mi się chyba najbardziej. Booth bierze skandynawską mentalność pod lupę w bardzo rzeczowy sposób, przywołując wiele statystyk i konsultując się z ekspertami (podskoczyłam z radości, kiedy zobaczyłam, że wśród nich znalazł się nasz gospodarz z CouchSurfingu, który gościł nas w Sztokholmie kilka lat temu ♥ ). Pisze o tym w naprawdę ciekawy sposób, ze sporą dawką poczucia humoru. A do tego porusza tematy nie tylko lekkie i przyjemne, ale też te bardziej niewygodne. Skandynawia, jaką opisuje Booth, nie tyle nie jest cukierkowa, ale  bywa nawet gorzkawa. Książka niewątpliwie spodoba się wszystkim tym, którzy lubią takie właśnie głębsze analizy. Jeśli chcecie nie tylko poczytać o faktach i mitach na temat skandynawskiej mentalności, ale dowiedzieć się więcej, skąd się one biorą, czy też skonfrontować własne spostrzeżenia na temat skandynawskiego raju, to ta książka zdecydowanie jest dla Was. 
Znacie któryś z tytułów? Podzielcie się wrażeniami w komentarzach!

 

" href="http://szwecjoblog.blogspot.com/2016/01/ciepo-na-ponocy-na-ponoc-i-skandynawski.html" target="_blank">"Ciepło na Północy", "Na Północ" i "Skandynawski raj" czyli czytamy o Szwecji (i nie tylko)
Szwecjoblog - blog o Szwecji
So the New Year has come. Time of changes, resolutions and whatever you may only imagine. I had been waiting for it for such a long time, as 2015 wasn't the best time for me. To be honest, it's been one of the worst years in my life from various perspectives, therefore I decided not to make the regular summary. There are too many things I don't want to bring back to my memory. But in spite of all, 2015 was definitely the interesting year. Maybe even because it started in Colombia?
 
Więc oto nadszedł Nowy Rok. Czas zmian, postanowień i co jeszcze tylko przyjdzie wam do głowy. Tak długo na niego czekałam, bo 2015 to nie był dla mnie dobry czas. Szczerze mówiąc, okazał się on jednym z najgorszych lat mojego życia pod wieloma względami, dlatego zdecydowałam się nie robić zwykłego podsumowania. Za dużo rzeczy się wydarzyło, do których nie chcę wracać wspomnieniami. Ale mimo wszystko, 2015 był jednak ciekawym rokiem. Może też dlatego, że rozpoczął się gdzieś daleko stąd, w Kolumbii?

If I were to say on the main differences between our traditional New Year's Eve party and what I experienced in Pasto, Colombia, then I would focus on the company you spend this night with. As in Colombia that's definitely the family celebration and luckily I was allowed to choose the part of family which we're going to meet (of course, I chose the English-speaking part :P ). And another interesting part were definitely ''Años Viejos'' - the Old Year dolls.
 
Gdybym miała zwrócić uwagę na główne różnice pomiędzy naszym tradycyjnym Sylwestrem a tym, czego doświadczyłam w kolumbijskim Pasto, to skupiłabym się głównie na towarzystwie, z którym spędza się tę noc. Bo w Kolumbii to zdecydowanie czas poświęcony rodzinie i na szczęście pozwolono mi wybrać, którą część rodziny chcę wtedy spotkać (oczywiście wybrałam tę mówiącą po angielsku :P). Kolejną ciekawostką były zdecydowanie "Años Viejos" - lalki Starego Roku.

Made mostly with paper and cartoons, need to be inflammable. Some days before New Year there are to be bought almost everywhere. You may buy either the whole doll, or only the parts "hardest to prepare", so the hands and heads ;). However walking around the city, especially on the New Year's Eve itself is not the safest thing, as the fireworks and the fire on the streets seem to be quite normal thing.
 
Zrobione głównie z papieru i kartonów, muszą być łatwopalne. Na kilka dni przed Nowym Rokiem można je zakupić właściwie wszędzie. Można kupić albo całą, gotową lalkę, albo tylko "najtrudniejsze do przygotowania" części ciała, czyli dłonie i głowy ;) Jednakże spacer po mieście, zwłaszcza już w sam dzień sylwestrowy, nie należy do najbezpieczniejszych rozrywek, gdyż fajerwerki i ogień na ulicach wydają się być czymś całkowicie normalnym.
If you decide to buy only the parts, all the rest you need to prepare by yourself. And that's the long time process ;). It may take even a week or two, but that's really a lot of fun. Many dolls look similar to famous people, for example politicians - on December 31st through the streets of Pasto there is going a parade of Años viejos. A bit more about that and about the whole Blacks and Whites Carnival you may read in this post.
 
Jeśli zdecydujesz się na zakup tylko poszczególnych części, całą resztę musisz przygotować samodzielnie. A to już czasochłonny proces ;). Może potrwać nawet tydzień czy dwa, ale towarzyszy mu mnóstwo zabawy. Wiele lalek przypomina sławne postacie, na przykład polityków - 31 grudnia ulice Pasto przemierza parada Años viejos. Nieco więcej na ten temat, a także o całym Karnawale Białych i Czarnych możecie przeczytać w tym wpisie.

When the dolls are ready, nevermind whether bought or home-made, they wait for the main party ;). And the party is, as I already mentioned, more like a family meeting. Food and snack, champagne and salsa. Both listening and dancing, which in the beginning was a big deal for me, before I told myself that I really don't care I can't dance. Let's have fun ;).
 
Kiedy lalki są już gotowe - nieważne, czy je kupiono czy też zrobiono samodzielnie w domu - czekają na główną imprezę ;). A impreza, jak już wspomniałam, to bardziej spotkanie rodzinne. Jedzenie i przekąski, szampan i salsa. Zarówno do słuchania, jak i potańczenia, co na początku stanowiło dla mnie niemałe wyzwanie, dopóki sobie nie powiedziałam, że co mi szkodzi, iż nie potrafię tańczyć. Po prostu się bawmy :).

And when midnight is coming, then the music changes into this one song, which got stuck in my head for a very long time - "Año nuevo, vida nueva" - "New year, new life". To this song the dance with the dolls Años viejos start - they had been waiting before, standing close to the door... Then with a music they were taken outside...
 
A kiedy zbliża się północ, różnorodna muzyka zmienia się na jedną piosenkę, która utkwiła mi potem w głowie na długo - "Año nuevo, vida nueva" - "Nowy rok, nowe życie". To do tej piosenki rozpoczyna się taniec z lalkami Años viejos - wcześniej czekały na swój moment, stojąc w pobliżu drzwi... Teraz w rytm muzyki zostały wyniesione na zewnątrz...

The old year we're leaving behind... so is there any better way to do it than burning the doll standing for that year? The dolls are put down on the middle of the streets (it seems nobody cares what may happen with an asphalt :P ), poured with inflammable liquids... and set on fire ;).
 
Stary rok zostawiamy za sobą... czy można to wyrazić w jakikolwiek lepszy sposób niż paląc lalkę symbolizującą ten rok? Lalki kładzie się na środku ulicy (wygląda na to, że nikt nie dba o to, co się dzieje z asfaltem :P ), polewa substancją łatwopalną... i podpala ;).

Of course, regular fireworks may be also seen everywhere over the city, although it's not such a big show as we used to see in every Polish city at midnight. Very quickly whole Pasto was also covered with smoke from the burning dolls, that was actually an interesting view. Standing around burning Año viejo, wishing everyone all the best in the New Year (probably I know why it didn't work with this "the best in 2015" - there was no Carskoje Igristoje "champagne" at midnight for a real celebration! ;) ). ¡Feliz Año Nuevo!
 
Oczywiście ponad miastem można zobaczyć również tradycyjne fajerwerki, choć nie jest to na tak dużą skalę jak to, co możemy zaobserwować w każdym polskim mieście o północy. Bardzo szybko całe Pasto było też pokryte dymem unoszącym się z płonących lalek i całość tworzyła ciekawy widok. Stojąc wokół płonącego Año viejo, życzyło się wszystkim wszystkiego dobrego w Nowym Roku (prawdopodobnie to "najlepsze w 2015" nie przyszło, bo nie było żadnego Carskoje Igristoje o północy, by nadać mocy całej uroczystości! ;) ). ¡Feliz Año Nuevo!
And although I personally prefer our New Year's Eve parties, surrounded by the friends, I somehow can't deny that going out at midnight - wearing only t-shirt and thin sweater and feeling warm - that's a really nice experience ;).
And even if this year I didn't burn the last year, I already feel I left it behind me. These days I'm spending now in Poland, Christmas, New Year, travelling to Warsaw and Mielec... I feel I finally calmed down and relaxed and I'm impatient to see what 2016 is going to bring me :). Happy New Year, everyone!
 
I chociaż osobiście wolę te nasze sylwestrowe imprezy w otoczeniu przyjaciół, nie mogę jednak zaprzeczyć, że wyjście na dwór o północy - będąc ubraną tylko w koszulkę i cienki sweterek, czując, że jest mi ciepło - to naprawdę fajna rzecz ;).
I chociaż teraz nie spaliłam za sobą ubiegłego roku, to jakoś wyraźnie czuję, że jest on już za mną. Te dni, które spędzam teraz w Polsce, święta, Nowy Rok, wyjazdy do Warszawy i Mielca... Czuję się w końcu spokojna i wypoczęta i niecierpliwie czekam na to, co 2016 mi przyniesie :). Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

" href="http://direction-sweden.blogspot.com/2016/01/ano-nuevo-vida-nueva-colombian-new.html" target="_blank">¿Año nuevo, vida nueva? - Colombian New Year's Eve // Kolumbijski Sylwester
Direction: Sweden!
" href="https://agnieszkawieckowska.wordpress.com/2016/01/05/sundbyberg/" target="_blank">Sundbyberg – miasto w mieście.
Agnes na szwedzkiej ziemi.
 
[ "Polacy, wszędzie Polacy!" ]
There is such a popular opinion which says that if another Pole abroad didn't harm you, then he already helped you. Or even: "God, protect me from Polish people, with all the rest I can deal myself".  And you know what? I don't agree!
 
Krąży taka popularna opinia, która głosi, że jeśli inny Polak ci nie zaszkodził za granicą, to już ci pomógł. Albo nawet: "Boże, chroń mnie przed Polakami, z całą resztą poradzę sobie sam". I wiecie co? Zupełnie się z tym nie zgadzam!

Both before in Malmö and then later in Stockholm I met many Polish people. In Malmö it was somehow natural, as all of us were international students and in the very beginning most of the people were creating groups based on their nationality. Some of the people, I met there, are still my good friends, we keep in touch even now, 5 years later. But I've heard also many times that student exchange is one thing and the real adult life is something totally different. So I was a bit stressed about it, when moving to Stockholm with a belief I would stay there for longer.
 
Zarówno wcześniej w Malmö, jak i później w Sztokholmie spotkałam wielu Polaków. W Malmö było to bardzo naturalne, bo wszyscy byliśmy zagranicznymi studentami i na samym początku większość z nas tworzyła grupki w oparciu o kraj pochodzenia. Niektóre z poznanych tam osób są wciąż moimi dobrymi znajomymi, do dzisiaj pozostajemy w kontakcie, pomimo upływu ponad 5 lat. Ale wiele razy słyszałam, że wymiana studencka to jedno, a w dorosłym życiu wszystko będzie wyglądało kompletnie inaczej. Więc nie ukrywam, mocno się stresowałam, wyjeżdżając do Sztokholmu z przekonaniem, że przyjdzie mi tam zostać na nieco dłużej.
[ "Powinnaś poznać moich polskich znajomych" - Źródło: Na emigracji ]
Contrary to appearances, it's really not so difficult to meet other Poles abroad (well, probably it depends on where you live, but in Stockholm it's really easy). You may be sure that very quickly in a new environment, someone will ask you where you are from. And hearing that you're Polish... In Sweden I met usually 3 reactions:
1. Holland? (version for the ones who don't clean their ears too often)
2. Oh, I've had a baby sitter / cleaning service / plumber / etc. from Poland! You're working hard, people!
And 3 - which is most in the topic: You should meet my Polish friend.
I'll never really understand why everyone thinks that coming from the same country would naturally make two people friends. I don't say, of course, that it's impossible, just till now I haven't had the best experience with that. Mostly because of the fact that I didn't have anything in common with these people except of country of origin. And trust me, it's not enough. "You can join us, there will be a Polish person, so you will have somebody to talk with" usually ends up that both of us talk in English with other people with whom we have more in common.
 
Wbrew pozorom, nie jest zbyt trudno spotkać innych Polaków za granicą (no dobra, zapewne zależy to od miejsca zamieszkania, ale w Sztokholmie przychodzi to bardzo łatwo). Można być pewnym, że bardzo szybko w nowym środowisku ktoś nas zapyta, skąd pochodzimy. A słysząc odpowiedź, że z Polski... W Szwecji spotykam się zazwyczaj z 3 reakcjami:
1. Holandia? (wersja dla tych, którzy nie czyszczą dobrze uszu)
2. Och, miałem opiekunkę do dziecka / sprzątaczkę / hydraulika / itp. z Polski! Jesteście bardzo pracowitym narodem!
I 3 - najbardziej związane z omawianym tu tematem: Musisz poznać mojego polskiego znajomego.
Nigdy do końca nie zrozumiem, dlaczego niektórzy uważają, iż pochodzenie z tego samego kraju sprawi, że dwie osoby natychmiast się ze sobą zaprzyjaźnią. Nie mówię, oczywiście, że jest to niemożliwe, po prostu dotąd nie miałam z tym najlepszych doświadczeń. Głównie dlatego, że nie miałam z tymi ludźmi nic wspólnego poza krajem pochodzenia. I mimo wszystko, to nie wystarczy. "Dołącz do nas, będzie tam jeszcze jedna osoba z Polski, więc będziecie mogli sobie porozmawiać" zazwyczaj kończy się tym, że obydwoje rozmawiamy po angielsku z kimś innym, z kim po prostu mamy więcej wspólnych tematów.
[ "Prawie 7 miliardów ludzi na świecie a ja potrafię tolerować co najwyżej 10." ]
On another hand I have met some really nice Poles in Sweden. Some of them also through this "X is Polish and may join us", but not because we are all Polish, but because this other person introducing us has already known that we may have something in common. That's how it was for example with the author of Yoga in Stockholm blog, whom I met because we had been reading each other's blogs, and then she introduced me to her Polish colleague.
Or one day in Umeå... We were sitting with one Colombian in the t-shirt with Polish eagle in a restaurant and suddenly the young waitress started talking to us... in Polish. Word by word she said her Polish friend was making a housewarming party that night, she gave me contact to her via Facebook and cellphone... and invited us to that party. We spent an amazing night with a group of (mostly) Poles and Swedes and after that I was receiving messages like "we have a party this weekend, come here" - sadly I used to live in Stockholm and one Colombian didn't like me to come to Umeå, so after some months the contact with these people disappeared. But still, this way of spontaneous meeting people was amazing :).
 
Z drugiej strony, poznałam wielu naprawdę sympatycznych Polaków w Szwecji. Część z nich również dzięki temu "X jest Polką i może się do nas przyłączyć", ale nie dlatego, że oni wszyscy pochodzili z Polski, ale raczej przez to, że osoba przedstawiająca nas sobie już wiedziała, iż będziemy mieć coś wspólnego ze sobą. Tak było na przykład z autorką bloga Yoga in Stockholm, z którą spotkałam się, bo czytałyśmy nawzajem swoje blogi, a następnie ona przedstawiła mnie swojej polskiej koleżance.
Albo pewnego dnia w Umeå... Siedzieliśmy w restauracji z jednym Kolumbijczykiem w t-shircie z polskim orłem i nagle młoda kelnerka zagadała nas... po polsku. Słowo po słowie powiedziała, że jej polska koleżanka robi parapetówkę tego wieczoru, dała mi na siebie namiaru - facebook i telefon... i zaprosiła nas na imprezę. Spędziliśmy wspaniały wieczór z grupą (głównie) Polaków i Szwedów, a potem dostawałam jeszcze wiadomości w stylu "mamy imprezę w ten weekend, wpadaj" - niestety, mieszkałam w Sztokholmie a Kolumbijczyk nie lubił, gdy przyjeżdżałam do Umeå, więc po kilku miesiącach kontakt z tymi ludźmi zanikł Ale mimo wszystko, takie spontaniczne poznawanie ludzi było niesamowite :).
[ "The worst and the best Poles come here" - Na emigracji ]
I guess the best thing for me is the fact that I don't have a real need to spend time with Poles. I want to spend my time with people I like and I feel good with. If they are Polish, that's really nice. But even if they are not - I really don't mind speaking English with my friends and I'm sure it won't be a problem to have a good relationship with them only because we don't speak the same language and we don't share the same culture.
Many people also complain that they did their best to help other Poles abroad and they experienced ingratitude. I personally do my best to help people who are important for me - my family, friends and so on. Of course, it doesn't mean I won't help others. If someone needs my help and I am able to do it, I will help with a pleasure - nevermind if you're Polish, German, American or any other nation. And I don't expect anything for that except of simple "thank you" which I always hear :). But if there're some obstacles, then I am sorry, I don't see any reason why I should do something against myself for someone I don't know only because we come from the same country. Or if someone said "You have to help me 'cause you're also Polish", I would rather say "I don't see my problem here, you have to deal with it". 
Maybe it doesn't sound good, but after living all together around 2 years in Sweden, I have NEVER had a bad experience with Poles abroad, although I met many. I simply open my heart for the ones whom I want to have in my life and I close the door for the ones who bring negative emotions. I follow one simple rule: abroad I keep in touch only with the people with whom I would keep in touch as well if I met them in Poland. I couldn't do something like: "In Poland I wouldn't even stand you for one evening, but here we should keep together as we are both Poles abroad" - no! And you know, what? This still makes me believe that meeting a Polish person abroad is a great experience ;).
 
Z mojego punktu widzenia chyba ułatwia mi życie fakt, że nie mam realnej potrzeby spędzania czasu z Polakami. Chcę spędzać czas z ludźmi, których lubię i z którymi się dobrze czuję. Jeśli do tego są Polakami, to bardzo fajnie. Ale jeśli nie są - naprawdę nie przeszkadza mi rozmawianie ze znajomymi po angielsku i jestem pewna, że nie będzie przeszkodą w zawarciu wartościowej relacji fakt, że nie mówimy tym samym językiem i nie dzielimy tej samej kultury.
Wiele osób również narzeka, że starali się tak bardzo, by pomóc rodakom za granicą i doświadczyli tylko niewdzięczności. Ja osobiście podejmuję wszelkie starania, żeby pomóc tym, którzy są dla mnie ważni - rodzinie, przyjaciołom, itp. Oczywiście nie oznacza to, że nie pomogłabym też innym. Jeśli ktoś potrzebuje mojej pomocy i jestem w stanie jej udzielić, zrobię to z przyjemnością - nieważne, czy dana osoba jest Polakiem, Niemcem, Amerykaninem czy jakiejkolwiek innej narodowości. I nie oczekuję nic w zamian poza zwykłym "dziękuję", które zawsze było mi dane usłyszeć :). Ale jeśli jednak coś stoi na przeszkodzie, to przykro mi, nie widzę powodu, dla którego miałabym robić coś np. wbrew sobie dla nieznajomego, tylko ze względu na pochodzenie z tego samego kraju. Albo gdyby ktoś mi powiedział "Musisz mi pomóc, bo też jesteś Polką", odpowiedziałabym raczej "To raczej nie mój problem, jeśli ktoś tu coś musi, to tylko ty - poradzić sobie z tym".
Może nie brzmi to najlepiej, ale po przemieszkaniu łącznie ok. 2 lat w Szwecji, NIGDY nie miałam złych doświadczeń z Polakami za granicą, choć spotkałam wielu. Po prostu otwieram się dla tych, których chcę mieć w swoich życiu, a zamykam drzwi przed tymi, którzy niosą tylko negatywne emocje. Opieram się na jednej prostej zasadzie: za granicą trzymam się z takimi osobami, z którymi trzymałabym się też, jeśli poznałabym ich w Polsce. Nie mogłabym funkcjonować w ten sposób: "W Polsce nie potrafiłabym znieść cię przez jeden wieczór, ale tutaj musimy trzymać się razem, bo obydwoje jesteśmy Polakami za granicą" - nie! I wiecie co? W efekcie wciąż wierzę, że spotkanie Polaka za granicą to świetne doświadczenie ;).
 
[ "They ate a Pole. They have been drunk for 2 days already!" ]
After the Christmas break, this post is again a part of Emmigration alphabet. The other bloggers wrote the posts below, starting from letter P:
- Gone to Texas: P for Pol-Tex
- C'est la vie: P for Poland
 
Po przerwie świątecznej, ten post jest kolejną częścią Alfabetu Emigracji. Inne blogerki pisały już na literę P:
- Gone to Texas: P jak Pol-Tex
- Francuskie życie: P jak Polska
" href="http://direction-sweden.blogspot.com/2016/01/p-for-poles-abroad-p-jak-polacy-za.html" target="_blank">P for Poles abroad // P jak Polacy za granicą
Direction: Sweden!
Koniec jednego roku oraz Nowy Rok skłaniają do podsumowań. Nawet jeśli z początku obiecywałam sobie, że nie będę robić żadnych analiz, to wszystkie muzyczne, filmowe, blogowe i inne medialne zestawienia za 2015 rok doprowadziły do tego, że mimowolnie zaczęłam się zastanawiać, co w tych kategoriach było moim zdaniem najlepsze i najbardziej warte uwagi. 
 
Więc stało się. Postanowiłam przygotować blogowe podsumowanie roku. Dla siebie, trochę z sentymentu, i dla Was, żebyście nie przegapili fajnych rzeczy z 2015 roku :)
 

♥ 4 wpisy, z których jestem najbardziej dumna:

• Wywiad z Marią Ernestam - bo to mój pierwszy autorski wywiad, bardzo miło wspominam kontakt z autorką
• "Przyjaciele zwierząt" na długo zostają w pamięci - bo uwielbiam tę książkę za jej prostotę i mądrość i jestem dumna, że mogłam z nią pracować
• Kamienie runiczne - co to takiego i jak je czytać? - bo cieszę się, że mogłam opowiedzieć o tym, na co poluję w Szwecji i że udało mi się Was tym zainteresować
• Ślub od A do Ö - radości z tego chyba tłumaczyć nie muszę :)

 
♥ 3 najczęściej czytane przez Was wpisy:

• Asa, Mans i Isztadt, czyli co mnie irytuje ;) - ciut kontrowersyjnie, ale tylko ciut
 
♦ 2 gościnne wpisy na blogu:
• Tanie loty 
 
Facebook
 
Na facebookowym fanpage'u najwięcej Waszej uwagi zwrócił wspomniany już wpiso tym, co mnie irytuje, czyli o tym, jak w telewizji i radiu wymawia się szwedzkie nazwy, imiona i nazwiska. Nie irytuje mnie na szczęście wszystko tak z góry do dołu, ale i tak w komentarzach wywiązała się żywa dyskusja. Facebookowy wpis dotarł do ponad 13 000 osób!
 
źródło

 
Instagram

Na szwecjoblogowym Instagramie, gdzie pokazuję trochę więcej tego, co dzieje się dookoła, kiedy nie tylko siedzę i piszę dla Was posty czy odpowiadam na komentarze, wśród dziewięciu najpopularniejszych zdjęć znalazły się aż trzy zdjęcia... kota Witka :) Na całe szczęście są też tam migawki ze Szwecji.
 
 

Co dalej? Na 2016 rok planów mam mnóstwo, mam nadzieję, że starczy mi na to wszystko energii i czasu (366 dni to wbrew pozorom nie jest aż tak dużo, jak się w styczniu wydaje ☺ )
 
A na początek Nowego Roku, póki jeszcze wszyscy pamiętają o noworocznych postanowieniach, zapraszam do wzięcia udziału w wyzwaniu "W 2016 czytam i oglądam ze Szwecjoblogiem":
 
 
Na Szwecjoblogu na co dzień staram się Was zachęcić do czytania szwedzkich książek i oglądania szwedzkich filmów, ale w tym roku chciałam zamienić to zachęcanie we wspólne książkowe i filmowe wyzwanie - przygotowałam dla Was po 15 propozycji tematycznych jako inspirację do sięgania po nowe tytuły. Więcej szczegółów znajdziecie na Facebooku. Mam nadzieję, że uda się nam motywować siebie nawzajem.
 

W tym miejscu chciałabym jeszcze Wam gorąco podziękować. Bez Waszego wsparcia, bez Waszych pytań, komentarzy, sugestii, pomysłów, podpowiedzi, i głosów w dyskusji nie dałoby się stworzyć takiego podsumowania. Cieszę się, że już styczeń, bo w drugiej połowie stycznia przypadają szwecjoblogowe urodziny - w 2016 roku będziemy świętować trzy lata razem w blogosferze!



I oczywiście na Nowy Rok życzę Wam
 

" href="http://szwecjoblog.blogspot.com/2016/01/blogowe-podsumowanie-2015-roku.html" target="_blank">Blogowe podsumowanie 2015 roku
Szwecjoblog - blog o Szwecji
" href="https://agnieszkawieckowska.wordpress.com/2015/12/30/podsumowanie-blogowej-dzialalnosci-czyli-cos-o-adresach-ip/" target="_blank">Podsumowanie blogowej działalności czyli coś o adresach IP.
Agnes na szwedzkiej ziemi.
Wystawa Tęcza w Ciemnościach w Muzeum Sztuki w Malmö (2015.10.17 - 2016.01.17)
Irrational Times - wystawa w Form/Design Center w Malmö (2015.11.27 - 2016.01.10)



Odwiedza nas 108 gości
oraz 7 użytkowników.



2016-04-22 Kabaret Ani Mru Mru w Malmöhttps://t.co/XKLoLMHa1V
2016-02-06 Sztokholmski Salon Poezji - Właśnie kocham. Poświatowska w wykonaniu Małgorzaty Bańkihttps://t.co/MQzmeRjQSI
2016-03-11 Dzień Kobiet z Kabaretem OT.TO w Malmöhttps://t.co/ZZBBcinRIl
Bajka o Smoku Kubiehttps://t.co/EljQpGhRem
2015-12-16 Rozmowa o twórczości Witkacegohttps://t.co/YB0WhUnthi
Wiecej
lekarz specjalista - praca w szpitalu
O dupach
przeprowadzka do sztokholmu
NORDEA
Przesyłanie pieniędzy do Polski
Transfer lotniskowy, szukam
Inwestycja w przyszłość czy naiwność? Reporter TVN24 w imigranckiej dzielnicy Sztokholmu
Szwedzi: Polska ma najlepsze plaże w Europie. "A Sopot to zielona oaza"
Niezwykła rodzina Wołodarskich
Były Rzecznik Praw Ofiar w szwedzkim areszcie. Organizował prostytucję?
Dwóch Polaków zginęło w wypadku na budowie w Sztokholmie
Sposób na Kobietę czyli Romanca Jacka Chmielnika - przedstawienie teatralne
Sposób na Kobietę czyli Romanca Jacka Chmielnika - przedstawienie teatralne
Kabaret Ani Mru Mru w Sztokholmie
Więcej







Dobre wiadomości z Wwy!

ture1938

Coś się ruszyło. Może będzie nowe wydanie "Dziewcząt...." z ilustracjami. Aby nie zapeszyć....

 

retro5

 

P.S.

Z mojej "historii"...

"aftonbladet donosi"....

 

Guide/Budgetkryssa

Var: Färden på Spes i fjorton dagar går från Venedig via Pireus, Ashdod, Haifa, Izmir, Ravenna, Koper och tillbaks till Venedig.

Pris: 7 000 kronor per person. Helpension. Vill du ha hytten för dig själv betalar du 11 050 kronor.

Info: Jacek Nadzin på Columbus Club är svensk agent åt italienska familjerederiet Grimaldi Freighter Cruises. Rederiet erbjuder resor till Medelhavet, Västafrika och Sydamerika.

Columbus Club (Jacek Nadzin), Myrstuguvägen 355, Vårby

Tel. 073 955 47 81

Prawy sektor Sztokholm.

ture1938

South of swedish capital, januari 2016.

Logo_GP_Stockholm.png (178×140)Polacy-w-Szwecji.jpg (450×211)

 

Na "lewicy" czasami można spotkać kogoś sympatycznego. Na "prawicy" NIGDY!

Ostatnio kłócom się strasznie. Myślę tu o "prawicy" szokholmskiej.

Nasza tutejsza gazetka polonijna rzuciła się ostatnio na tak zwane osranizacje niepodległościowe.

Za Pan Prezes ma PODEJRZANY ZYCIORYS etc.

Poprzednio organizacje niepodległościowe zarzucały tejże gazetce że jej Redaktor był tajnymi współpracownikami. 

"Wart pałac Paca i Pac pałaca" - chciałoby siem powiedzieć. A na poważnie:

BAGNO, moi Panowie. BAGNO!

A dlaczego o tym piszę. Dlatego że znam tych ludzi i to dobrze. Mógłbym apelować. opanujcie siem.

Ale to , chyba, bezskuteczne.

"Who is chu", to wiadomo, nie od dziś!

A to plakacik prawicy , tej krajowej, 

aaabbbccc

P.S.

Poloniainfo.se ostrzega!

emigrant88


Wpisów: 529
Od: 2014-10-12
2015-09-22 17:04
Chyba tylko cud może odwrócić proces powolnego upadku Europy. Ten krótki film powinien obejrzeć każdy – zamiast wielu słów niech przemówią obrazy. Masowa imigracja za którą stoi syjonistyczne lobby i wielki kapitał zamienia Stary Kontynent w mieszankę afrykańskiego buszu i azjatyckiej pustyni. Zamieszki, demolowanie miast, narzucane przez przybyszów swoich zwyczajów i walka z europejską Tradycją. Biali ludzie zdeprawowani przez marksizm i liberalizm stracili instynkt samozachowawczy. Czy jest jeszcze szansa na odrodzenie?

Warto zwrócić uwagę na końcowe słowa Barbary Lerner Spectre, Żydówki rezydującej w Szwecji, która w przystępny sposób tłumaczy, kto odgrywa wiodącą rolę w dziejącej się na naszych oczach „transformacji”.

http://www.nacjonalista

Nowy rok?

ture1938

South of swedish capital.

Szwedzi się budzą?

Kaczyński nazwany dziś polskim PUTINEM przez korespondenta "DAGENS NYHETER".

Dla mnie to nie jest takie jednoznaczne. A także dziecinne trochę.

Różnice między poprzednimi rządami /pan Tusk/ a PIS- uarem to takie że Tusk nie robił nic a PIS będzie robił coś.

Tusk nie ingerował w politykę Kościoła, we wredny antysemityzm Radia Maryja. Nie reagowano na rasizm na stadionach i ulicach.... i wynik mamy.

Teraz już NA CAŁEGO można będzie jechać po Zydach, Arabach, Unii, Ruskich zupełnie oficjalnie.

Post scriptum.

Niby nowy Rok, ale dużo po staremu. Nasi "patroci, "prawdziwi Polacy" z nowej generacji czuwajom. Oto portal pana Kajetana w Sztokholmie....

Jak zwykle superklasa...

 

 

aaabbbccc

 

 

run


Wpisów: 5
Od: 2014-05-10
 

co czepiacie się sb czy też mo ( mówię o Polakach w tych formacjach, bo autorka chyba ma ich na myśli . Syjońska frakcja jest nietykalna na wieki i ma sie doskonale w Pollin , widać ją w sejmie, tv, bankach , zarządach ) . To były zwykłe patałachy . Nie uchroniły Polski przed likwidacją i obecną okupacja syjońską.
Tłuki nie potrafiły poradzic sobie z garstka korników chociaż te kanalie nie miały skrupułów, by zasponsorować II WS , Powstanie Warszawskie czy Katyń 1 ( ten zorganizowany przez PISduckiego), 2 i 3-ci. Nie posprzątały karaluchów w 1968 r (w Se jest tego wyeksportowanego robactwa jeszcze pełno ). I za to powinno pluć się im w gębę .

Ale by polować na nich w imię talmudu ? Kiedy będziecie mieli dosyć polskiej krwi ?

Leczcie się żydłaki.

 Forum polonijne o TUWIMIE:

sorell


Wpisów: 10623
Od: 2010-04-16
2016-01-01 22:49
Ależ mnie cytowanie parcha nie rusza, a ze Slonimskiego znam również pikantne o zydach. Równanie wszystkich do Diomko świadczy o zwyrodnieniu umysłu. Pewnikiem byłeś kiedyś jego konfidentem....

 

 i o Martinie Schultzu z Parlamentu Europejskiego:

janusz62


Wpisów: 1395
Od: 2008-01-12
2016-01-02 21:57
Jest absolwentem liceum Heilig Geist Gymnasium w Würselen, ale opuścił szkołę bez zdania egzaminu kończącego szkołę,
A kto ?
Zydowski polityk ,pouczjacy Polakow

 jtn

kontakt z poloniainfo.se

redakcja@poloniainfo.se

 

 

 

© NADZIN
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci